Spójrzmy na sąsiednie kraje - Arabia Saudyjska, ZEA, Irak - tak naprawdę nie mają sił, by działać na własną rękę. Iran ma rakiety, drony i swoich ludzi praktycznie wszędzie. Saudyjczycy boleśnie się o tym przekonali, kiedy Huti (wspieranych przez Teheran) dosłownie rozłożyli na łopatki infrastrukturę Aramco. Atak na Iran to od razu uderzenie zwrotne - w rafinerie, bazy wojskowe, i tak dalej. Nie ma łatwego rozwiązania.
USA? Teoretycznie mogłyby coś zrobić. Ale "uciszenie" Iranu to nie jest kwestia kilku tygodni. To kraj pełen gór z prawie 90 milionami ludzi, wojskiem rozsianym po całym terytorium, z bronią porozrzucaną w każdym zakątku. To oznacza miesiące na prowadzenie działań, setki tysięcy ofiar, a do tego włączenie w to sojuszników Iranu - Hezbollah, Huti, irackie milicje. Ceny ropy idą w górę, co wali światową gospodarkę, a koszt polityczny i ekonomiczny jest ogromny. Żaden prezydent nie chce się w coś takiego pakować.
Izrael próbuje to jakoś powstrzymywać, działa pod przykrywką, sabotaże, eliminacje, ataki na nuklearną infrastrukturę Iranu - ale to tylko opóźnia sprawę, nie likwiduje zagrożenia.
Chiny i Rosja? Oni bronią Iranu na arenie międzynarodowej. Z ich punktu widzenia niestabilny Bliski Wschód działa na ich korzyść, a Iran to ważny partner w handlu. Veto w Radzie Bezpieczeństwa? Gwarantowane.
Więc zostają sankcje i dyplomacja. Ten słynny deal z 2015 roku, JCPOA, miał właśnie w tym pomóc. Ale Trump się z niego wycofał, Iran od samego początku nie był szczery, a teraz program nuklearny jest jeszcze bardziej rozwinięty niż przed podpisaniem umowy.
Co tak naprawdę może zadziałać?
Trudno, ale jedyna opcja, która może dać efekty na dłuższą metę, to zmiana władzy od środka. Irańczycy naprawdę mocno nie cierpią ajatollahów. Protesty z 2019 i 2022 roku pokazały, że młode pokolenie jest zmęczone teokracją i marzy o normalnym życiu. Ekonomia leży, inflacja dobija finansowo klasę średnią, podczas gdy Gwardia Rewolucyjna grubo zarabia na czarnym rynku.
Ten reżim zwyczajnie się kończy. Tylko że to zajmie dekady. Po drodze czekają kolejne ataki, kolejne ofiary, szczyty i finałowe rezolucje, które niczego nie zmienią.
Nie ma drogi na skróty. Kiedy ktoś mówi, że ma szybkie i tanie rozwiązanie. To albo kłamie, albo nie ma pojęcia, o czym mówi.
W sumie świat wybrał po prostu przeczekanie z Iranem, bo koszt wyeliminowania Iranu jest większy niż cena, jaką płacimy za kolejne kryzysy. Trochę cyniczne, ale tak działa polityka w praktyce.
Najgorsze jest to, że każdy nowy kryzys podnosi stawkę. I kiedyś ta równowaga się załamie.
Teraz pozostaje pytanie: ile to będzie nas kosztowało?