Pozostałe

Kto niszczy twój związek - on czy one?

Zacznę od obserwacji, która zapewne wywoła u części czytelniczek odruch protestu, bo jakoś tak się przyjęło, że pewnych rzeczy mówić nie wypada, szczególnie jeśli mówi je mężczyzna, a dotyczą kobiet, i to nie w sposób pochlebny. Niemniej obserwacja ta jest na tyle prawdziwa i na tyle ważna, że uznałem, iż warto podjąć ryzyko.

Kto niszczy twój związek - on czy one?

Otóż: jednym z największych zagrożeń dla udanego związku jest grupa koleżanek z pracy.

Nie teściowa, nie były chłopak, nie romans, nie alkohol, nie różnica charakterów. Koleżanki z pracy. Te miłe, życzliwe, solidarne kobiety, które przy kawie w kuchni biurowej albo przy lunchowym stoliku troszczą się tak bardzo o dobro swojej koleżanki, że potrafią w ciągu kilku miesięcy obrócić w perzynę coś, co działało całkiem nieźle, zanim ona zaczęła ich słuchać.

I proszę mi wierzyć, że nie piszę tego złośliwie ani z jakiejś atawistycznej niechęci do damskiej solidarności. Piszę to, bo widziałem ten mechanizm wielokrotnie, bo opisuje go psychologia społeczna, bo liczby z badań są na tyle twarde, że trudno je zignorować, i szczerze mówiąc, szkoda mi tych kobiet, które zamiast cieszyć się tym co mają, słuchają tych, które nic nie mają i doskonale wiedzą dlaczego.

Socjolodzy mają na to nazwę: kontagia społeczna. Badacze z Brown University i Harvardu przeanalizowali dane z wieloletniego badania obejmującego ponad pięć tysięcy osób i wyszło im coś, co każdy, kto uważnie obserwuje życie wokół siebie, powinien przyjąć bez specjalnego zdziwienia, choć liczby robią wrażenie. Posiadanie bliskiej przyjaciółki po rozstaniu zwiększa ryzyko własnego rozstania o siedemdziesiąt pięć procent. Kilka takich osób w otoczeniu to już sto czterdzieści siedem procent. Koleżanki z pracy, niekoniecznie bliskie przyjaciółki, zwykłe znajome z biura, z którymi jada się lunch i plotkuje przy ekspresie, podnoszą to ryzyko o pięćdziesiąt procent.

Pew Research opisał to bez owijania w bawełnę: rozwód może rozchodzić się przez sieć społeczną jak plotka, dotykając znajomych nawet drugiego stopnia. Nie trzeba znać kogoś szczególnie blisko. Wystarczy, że jest w jej środowisku. Wystarczy, że się regularnie słyszy jej głos.

Teraz sobie wyobraźmy, co się dzieje z kobietą, która każdego dnia spędza osiem godzin w biurze, gdzie połowa koleżanek jest po rozstaniach, jedna jest w trakcie rozwodu, dwie od lat narzekają na swoich partnerów albo na ich brak, i wszystkie razem tworzą coś w rodzaju nieformalnego klubu wzajemnego użalania się, w którym mężczyźni jako gatunek mają kiepską opinię. Jej konkretny mężczyzna, całkiem niezły, uczciwy, przewidywalny, miły, nie ma żadnych szans. Bo nie jest oceniany sam w sobie. Jest oceniany przez pryzmat zbiorowych doświadczeń grupy, do której nie należy i której nawet nie zna.

Gdyby te koleżanki przychodziły z jawnym planem sabotażu, wszystko byłoby prostsze. Można by je rozpoznać, można by je zignorować, można by powiedzieć "słuchajcie, to moje życie i mój wybór". Ale one nie przychodzą z planem sabotażu. One przychodzą z troską. I na tym polega cały dramat.

Kobieta, która ma za sobą trudne rozstanie albo serię nieudanych relacji, patrzy na świat przez własne doświadczenie, co jest rzeczą zupełnie naturalną i ludzką. Kiedy mówi "uważaj, żeby cię nie kontrolował" albo "zasługujesz na kogoś, kto naprawdę cię doceni", to naprawdę w to wierzy. Tylko że mówi to ze swojego miejsca, a nie z miejsca tej, do której mówi. Ona nie opisuje związku swojej koleżanki. Ona opisuje własne poprzednie związki, własne krzywdy, własne lęki i własne niezaspokojone oczekiwania. Jej słowa brzmią jak analiza cudzej sytuacji, a w rzeczywistości są autobiografią.

Psychologowie badający kontagię emocjonalną mówią wprost, że ten proces przebiega całkowicie poza świadomością uczestniczek. Nikt nikogo nie zaraża celowo. Nikt nie wychodzi rano z domu z postanowieniem, że dziś podkopie czyjś związek. Ale codzienne rozmowy, wspólne lunche, godziny przy kawie, nieustanne opowieści o tym jak ktoś zawiódł, jak coś się posypało, jak ona myślała że jest dobrze a okazało się że nie, i jak właściwie żadnemu nie można ufać, bo w końcu wszyscy są tacy sami, robią swoje. Nastrój wyrównuje się zawsze w kierunku dominującego klimatu grupy. A jeśli dominującym klimatem jest permanentna podejrzliwość wobec mężczyzn i permanentne użalanie się nad losem kobiet w związkach, to po pewnym czasie zaczniesz tak właśnie myśleć, nawet jeśli twój konkretny mężczyzna nigdy nie dał ci do tego żadnego powodu.

W 1954 roku psycholog Leon Festinger opisał mechanizm, który dziś wydaje się oczywistością, choć kiedy to pisał, był to przełom. Ludzie oceniają własną sytuację nie w odniesieniu do jakichś obiektywnych standardów, których zresztą zazwyczaj nie ma, ale przez porównanie z innymi. I to nie z kimkolwiek, bo nikt nie porównuje się z Beyoncé ani z prezesem wielokorporacji. Porównujemy się z osobami podobnymi do siebie wiekiem, środowiskiem, kontekstem życiowym. Z koleżanką z biurka obok.

I właśnie dlatego jej szczęście albo jej nieszczęście uderza nieporównywalnie mocniej niż szczęście kogokolwiek obcego. Bo ona jest w tym samym wiadrze co ja, jak mawiają Anglicy: crabs in a bucket (kraby w wiadrze). Kiedy jeden krab próbuje wyjść, reszta go ściąga, nie ze złośliwości, ale dlatego że jego wychodzenie jest żywym dowodem na to, że oni siedzą w środku z własnego wyboru albo z własnej nieudolności, a to jest dyskomfort, który jakoś trzeba uśmierzyć.

Kobieta, która jest samotna albo nieszczęśliwa, a widzi koleżankę z dobrym partnerem, odczuwa coś, co psycholodzy nazywają dysonansem poznawczym, a co normalny człowiek nazywa zazdrością, choć to słowo brzmi okrutnie i dlatego się go unika. I żeby ten dysonans jakoś uśmierzyć, robi dokładnie to samo co kraby: nie wychodzi sama z wiadra, ale próbuje ściągnąć tamtą z powrotem. Najczęściej absolutnie nieświadomie. Najczęściej z głębokim przekonaniem, że robi przyjaciółce przysługę.

Warto ten słownik znać, bo jest zadziwiająco spójny niezależnie od szerokości geograficznej i branży zatrudnienia. Nie ma tu niczego krzykliwego ani agresywnego. Wszystko jest wypowiadane spokojnie, z troską w głosie i niepokojem w oczach.

"Uważaj, żeby cię nie kontrolował." Zdanie to pada najczęściej wtedy, gdy on jeszcze niczego nie kontroluje i nic nie wskazuje, żeby miał zamiar. Działa jak zasadzona wątpliwość, która potem kiełkuje. Teraz już kiedy coś zaproponuje albo o coś zapyta, będziesz to oglądać pod tym kątem.

"Wszyscy mężczyźni są tacy na początku." Arcydzieło destrukcji zamkniętej w sześciu słowach. Cokolwiek dobrego widzisz, cokolwiek czujesz, cokolwiek cię w nim zachwyca, to jest performance. Poczekaj, aż się okaże jaki naprawdę jest. Twoje własne pozytywne doświadczenie zostaje zreinterpretowane jako naiwność, a jej brak doświadczenia jako mądrość.

"Zasługujesz na kogoś, kto naprawdę cię doceni." Tu można wstawić cokolwiek, bo żaden konkretny człowiek nie wygra z nieokreślonym wyobrażeniem kogoś, kto robi wszystko idealnie. Twój facet zawsze będzie czegoś nie robił, zawsze gdzieś nie dosięgnie, zawsze jakoś nie będzie tym wyimaginowanym kimś.

"Moja koleżanka też tak mówiła." Czyli twoja pozytywna ocena własnej sytuacji jest nie tyle informacją, co symptomem zaawansowanego zaślepienia. Ona też tak mówiła. I co? I skończyło się. Wniosek sam się nasuwa.

Każde z tych zdań brzmi jak troska. I w jakimś sensie nią jest, bo te kobiety naprawdę martwią się o przyjaciółkę. Tyle że ta troska jest zbudowana na cudzych ranach, własnych lękach i głębokim przeświadczeniu, że skoro mnie się nie udało, to tobie też się nie uda, bo inaczej moje niepowodzenie byłoby tylko moją winą, a nie wyrokiem losu na nas wszystkie.

Festinger opisał to jako pressure toward uniformity, presję w kierunku ujednolicenia postaw w grupie. Im mocniej identyfikujesz się z grupą, tym trudniej myśleć inaczej niż ona, nawet jeśli twoje własne doświadczenie krzyczy coś zupełnie odwrotnego.

Jeśli cztery koleżanki przy lunchu mówią ci "to czerwona flaga", a ty jedna mówisz "u mnie jest okej", zaczynasz się czuć jak naiwna. Albo jak zakochana idiotka, która nie widzi tego co widzi każda rozsądna kobieta. I zamiast zaufać temu co sama czujesz i widzisz, zaczynasz ufać zbiorowej narracji kobiet, z których żadna twojego mężczyzny nie zna, żadna nie spędziła z nim ani godziny i żadna nie ma szczególnych powodów, żeby oceniać go inaczej niż przez pryzmat własnych przeszłych rozczarowań.

Jest jeszcze jeden efekt, może subtelniejszy, ale równie niszczący. Kiedy regularnie przez miesiące słuchasz historii o zdradach, kłamstwach, manipulacjach, emocjonalnym uzależnieniu i kontroli, twój obraz "typowego mężczyzny" zaczyna się formować na podstawie tych historii, a nie własnego doświadczenia. Twój konkretny facet, który jest normalny, spokojny, przewidywalny i uczciwy, zaczyna wyglądać podejrzanie właśnie dlatego, że nie robi nic z tej listy. Bo "nie może być tak dobrze". Bo "tak na początku zachowują się wszyscy". Bo "jeszcze go dobrze nie znasz".

Co się dzieje zawsze na koniec? Kobieta odchodzi albo związek pada pod ciężarem nagromadzonych wątpliwości, kłótni i dystansu, które rosły przez miesiące karmione cudzymi frustracjami. Koleżanki wracają do swoich spraw. Temat schodzi, bo pojawia się kolejny. A ta, która posłuchała, zostaje sama, z przekonaniem, że podjęła dojrzałą, odważną, przemyślaną decyzję, bo taki jest przekaz grupy i tak ta decyzja zostaje "oprawiona" przez środowisko, które ją nakręciło.

Dopiero z czasem, kiedy szum cichnie i kiedy okazuje się, że wolność od "nieodpowiedniego" mężczyzny nie wygląda tak jak w wyobraźni, część z tych kobiet zaczyna rozumieć co się naprawdę wydarzyło. Nie wszystkie, bo łatwiej przez całe życie pielęgnować przekonanie, że on był nieodpowiedni, niż przyjąć, że własna decyzja była błędem nakręconym cudzymi ranami i własnym brakiem kręgosłupa wobec presji grupy.

Jedno zastrzeżenie, bo się należy - piszę o kobietach, bo temat dotyczy kobiet, ale żeby być precyzyjnym: ten mechanizm nie jest kobiecą wadą. Działa w każdej grupie, w środowiskach męskich, rodzinnych, zawodowych, politycznych. Człowiek jest zwierzęciem stadnym i presja stada robi z nim rzeczy, których sam by się nie spodziewał.

Piszę też o koleżankach z pracy bez zamiaru twierdzenia, że kobiecej przyjaźni nie ma albo że jest zawsze toksyczna. Jest i bywa piękna. Ale ma też swoje ciemne strony, o których się nie mówi, bo nie wypada, bo solidarność, bo patriarchat, i inne wytłumaczenia, które pozwalają nie patrzeć na to co niewygodne.

Kobiety, które podkopują cudze związki, nie są złymi ludźmi. Są najczęściej ludźmi skrzywdzonymi, którzy nieświadomie chronią się przed widokiem cudzego szczęścia. Można ich rozumieć. Ale rozumieć to nie znaczy słuchać.

Dobry związek z normalnym człowiekiem to nie jest rzecz pospolita i prosta. Mnóstwo ludzi szuka go przez całe życie i nie znajduje. Jeśli go masz, warto się zastanowić, zanim zniszczysz go pod wpływem kobiet, które własnego nie mają i których jedynym autorytetem w tej materii jest seria własnych niepowodzeń lub filmiki z tiktoka robione dla zasięgu i zarobku.

Pytanie, które warto zadać sobie zawczasu, jest jedno: czy osoba, która ostrzega mnie przed moim partnerem, sama wie cokolwiek o udanym związku z autopsji? Jeśli nie, jej opinia ma mniej więcej tyle wartości co porady żywieniowe od kogoś, kto całe życie jadł same fast foody i jest otyły. Może być miłym człowiekiem. Może mówić szczerze. Ale nie wie o czym mówi.

I tyle w tej sprawie.

Źródła:

McDermott R., Fowler J.H., Christakis N.A. - Breaking Up Is Hard to Do, Unless Everyone Else Is Doing It Too: Social Network Effects on Divorce in a Longitudinal Sample, Social Forces. Omówienie: Pew Research Center, 2013. https://www.pewresearch.org/short-reads/2013/10/21/is-divorce-contagious/

Festinger L. - A Theory of Social Comparison Processes, Human Relations, 1954. https://journals.sagepub.com/doi/10.1177/001872675400700202

Shin H. - Social contagion of academic behavior: Comparing social networks of close friends and admired peers, PLOS ONE, 2022. https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/35324934/

Positive and Negative Peer Contagion In Relation To Quality of Friend and Friendship, ResearchGate, 2015. https://www.researchgate.net/publication/312126719

Divorce Can Be Contagious, But Only for Unhappy Marriages, Fatherly, 2018. https://www.fatherly.com/health/divorce-can-be-contagious-for-unhappy-marriages

Social Comparison Theory, Psychology Today. https://www.psychologytoday.com/us/basics/social-comparison-theory

Social comparison bias, Wikipedia. https://en.wikipedia.org/wiki/Social_comparison_bias

Crab Mentality, Calm Clinic. https://www.calmclinic.com/mental-health/crab-mentality

Segrin C. - cytowany w: Misery Loves Company, Psychology Today, 2003. https://www.psychologytoday.com/us/articles/200301/misery-loves-company

Farrow K., Grolleau G., Ibanez L. - Does misery love company? An experimental investigation, Oxford Economic Papers, 2022. https://academic.oup.com/oep/article/74/2/523/6333591