Pozostałe

Nie masz iPhone'a. Wynajmujesz go od Apple.

Zapłaciłeś cztery, może sześć tysięcy złotych. Trzymasz go w ręku. Czujesz, że jest twój. Mylisz się.

Nie masz iPhone'a. Wynajmujesz go od Apple.

To, co kupiłeś, to tak na prawdę prawo do korzystania z urządzenia dokładnie tak, jak Apple sobie wymyślił. Wymyslił to tak, aby pan Mirek z garażu nie mógł go naprawić. Żadnej zastępczej części z rozebranego bliźniaczego modelu nie wsadzisz. Właśnie tak działa mechanizm, który branża nazywa "parowaniem części" a który lepiej opisuje słowo: monopol.

Jak to działa w praktyce?

Każdy ekran, każdy akumulator, każdy aparat w iPhonie ma unikalny numer seryjny zarejestrowany w pamięci płyty głównej. Jeśli wymienisz pęknięty wyświetlacz na inny - nawet nowy, nawet oryginalny, wyjęty z identycznego modelu - telefon natychmiast to wykryje. Face ID przestanie działać. True Tone zniknie. Na ekranie pojawi się ostrzeżenie o "nieoryginalnej części". Twój tysiącdolarowy sprzęt zamieni się w coś, co działa warunkowo. I nie wiadomo jak długo.

Apple twierdzi, że to kwestia bezpieczeństwa i jakości. Dokładnie tak samo jak średniowieczny pan feudalny twierdził, że chłop nie może mleć zboża poza jego młynem dla dobra ziarna.

To nie jest problem tylko Apple

John Deere robi to samo z traktorami. Rolnicy w USA, żeby wykonać błachą czynność serwisową, muszą czekać na autoryzowanego technika z drugiego końca stanu - albo ściągać nielegalny soft pisany przez ukraińskich hakerów. Właściciel 400-hektarowego gospodarstwa nie może sam wymienić filtru oleju w maszynie, za którą zapłacił pół miliona dolarów. Absurd!

Prawo do naprawy - ruch, który próbuje z tym walczyć - powoli przebija się przez legislatury w USA i UE. Apple pod presją zaczął sprzedawać "oryginalny program napraw" dla indywidualnych użytkowników. Wypożyczysz od nich specjalne narzędzia, kupisz oryginalne części, przeprowadzisz naprawę. A potem musisz zadzwonić do Apple, żeby aktywować te części w swoim telefonie. Łaska pańska.

Tak na prawdę kupiłeś terminal dostępu. Urządzenie działające w ramach zasad, które korporacja może zmienić w każdej chwili, każdą aktualizacją oprogramowania. Możesz dzwonić, płacić, przeglądać, fotografować - do momentu, aż nie naruszysz regulamin, użyjesz nieautoryzowanego serwisu albo po prostu model uzna za "przestarzały" i wsparcie się skończy.

Chłop pańszczyźniany przynajmniej wiedział, co jest jego, a co pana. My płacimy za coś, co wygląda jak własność, a nią nie jest. I robimy to z własnej woli przy każdym odświeżeniu modelu.

Tim Cook ci dziękuje.