Pozostałe

Oczy, które codziennie gasną w samotności, zimnie i bólu

Wyobraźmy sobie oczy psa, te wierne, brązowe oczy, wpatrzone w dal, gdzie świat kończy się na długości krótkiego łańcucha. Oczy, w których odbija się niebo, ale nigdy wolność. Oczy, które codziennie gasną w samotności, zimnie i bólu. To nie jest bajka, to rzeczywistość tysięcy zwierząt w Polsce – psów skazanych na gehennę uwięzi. A dziś, w grudniowy dzień 2025 roku, prezydent Karol Nawrocki jednym podpisem – a właściwie jego brakiem – przedłużył tę mękę. Zawetował ustawę łańcuchową, tę, która miała wreszcie zerwać kajdany z psich szyj. I co? Psy pozostaną na łańcuchach, ich katusze będą trwać, a my, ludzie? Nie, niektórzy nie zasługują na to miano. Jak można być tak nieludzkim?

Oczy, które codziennie gasną w samotności, zimnie i bólu

Pamiętam, jak kiedyś, na obejściu wiejskim, zobaczyłem takiego psa. Nazywał się pewnie Burek czy Reks – imiona, które brzmią jak kpina w obliczu ich losu. Łańcuch wpięty w obrożę z łańcucha, łańcuch, która wrasta w skórę, powodując rany, które nigdy się nie goją. Zimą marznie, latem smaży się w słońcu, bez schronienia, bez czułego dotyku. Jedzenie? Czasem resztki, czasem nic. Nie wspomnę o wodzie. A jego "właściciel"? Człowiek, który przechodzi obojętnie, bo "tak zawsze było".

Ustawa łańcuchowa miała to zmienić – zakazać trzymania zwierząt na stałej uwięzi, dać im prawo do ruchu, do życia bez ciągłego bólu. To nie była rewolucja, to był akt podstawowej empatii. Ale prezydent Nawrocki powiedział "nie". Zawetował ją... A psy? One czują tylko szarpnięcie łańcucha. Zimno, ból i głód.

To weto jest nieludzkie, bo uderza w najsłabszych – w tych, którzy nie mogą protestować, nie mogą głosować, nie mogą krzyczeć. Premier Donald Tusk nazwał to decyzją kogoś bez serca, a marszałek Czarzasty napisał: "Płakać się chce". I ma rację – płakać się chce, bo jak można w XXI wieku, w kraju, który szczyci się humanitaryzmem, skazywać zwierzęta na takie tortury? To nie jest polityka, to okrucieństwo ubrane w garnitur. Prezydent mówi o "szlachetnej intencji", ale wetuje ustawę, która tę intencję realizuje. Dlaczego? Bo lobby rolnicze? Bo tradycja? Tradycja cierpienia? To brzmi jak usprawiedliwienie z epoki kamienia łupanego. Weto Nawrockiego to nie tylko biurokratyczny akt – to wyrok na tysiące psich dusz, skazanych na samotność, na ból, na powolne umieranie w kajdanach.

Zadumajmy się nad tym. Wyobraźmy sobie, jak taki pies budzi się co rano, ciągnie łańcuch, marzy o jedzeniu, o pieszczocie, o wolności. A zamiast tego – kolejna godzina, dzień, rok w piekle. Łzy cisną się do oczu, bo zwierzęta nie zasługują na to. One dają nam miłość bezwarunkową, a my odpłacamy łańcuchem? To my, ludzie, jesteśmy na łańcuchu – łańcuchu obojętności, egoizmu, politycznych kalkulacji. Prezydencie Nawrocki, pańskie weto nie pozwala zerwać tych łańcuchów. Ale może nasze serca, nasze głosy, nasze łzy to zrobią. Bo jeśli nie my, to kto uratuje te udręczone istoty? Czas na zmianę – zanim kolejny pies zgaśnie w milczeniu.

Grafika: Grok