Polska tajemnica bankowa umarła po cichu. Bez żadnego pogrzebu. Bez nekrologu w gazetach. Bez debaty w sejmie, która nie byłaby cyrkiem, a rzeczową rozmową o tym, czy aparat fiskalny powinien mieć dostęp do kont obywateli w czasie rzeczywistym bez żadnego postanowienia sądu. Umarła tak, jak w tym kraju umiera większość rzeczy ważnych: po nocnym głosowaniu, w nowelizacji ustawy, którą referował wiceminister, którego nikt nie zna, w rytm oklasków klubu rządzącego w tamtym okresie.
STIR. System Teleinformatyczny Izby Rozliczeniowej. Nawet nazwa brzmi jak coś, co powinno pojawiać się wyłącznie w dokumentach technicznych na dnie szafy w ministerstwie. Nie tak się nazywają systemy inwigilacji. Systemy inwigilacji mają mieć neutralne, technokratyczne nazwy, żeby nikt nie pytał za dużo. STIR działa od 2019 roku i robi jedną prostą rzecz: banki przekazują do niego dane o transakcjach automatycznie, bez wniosku, bez sądowego postanowienia, bez żadnej indywidualnej decyzji. Algorytm analizuje wzorce przepływów pieniężnych i przypisuje rachunek do odpowiedniej kategorii ryzyka. Jeśli wypadniesz ma czerwono, kontrola może ruszyć zanim odmówisz paciorek. Zanim cokolwiek zrobisz. Na podstawie decyzji algorytmu, który ocenił, że Twoje przepływy finansowe wyglądają podejrzanie.
Zwróćcie uwagę na tę konstrukcję, bo jest w niej coś naprawdę rewolucyjnego, choć niekoniecznie w dobrym znaczeniu tego słowa. Tradycyjny model kontroli skarbowej zakładał, że urząd ma podejrzenie, występuje o dokumenty, weryfikuje. ALE model STIR odwraca tę logikę: system nie szuka dowodów przestępstwa, system szuka anomalii statystycznych. A anomalia statystyczna to nie jest przestępstwo. To nie jest nawet podejrzenie przestępstwa. To jest odchylenie od normy, które algorytm uznał za warte uwagi. I na tej podstawie można wszcząć kontrolę. I na tej podstawie można zablokować rachunek. Bo STIR daje taką możliwość: w trybie natychmiastowym, bez postanowienia sądu, na 72 godziny, z możliwością przedłużenia w ch.. jak długo.
Ale twórcy systemu najwyraźniej uznali, że to za mało.
W 2022 roku wdrożono ARANEĘ. Nazwa już mniej neutralna, niemal poetycka: "pająk". I rzeczywiście, ARANEA to pajęczyna danych. System połączył informacje bankowe z danymi ZUS, GUS, KRS, urzędami skarbowymi i plikami JPK. Teraz algorytm nie patrzy tylko na Twoje konto. Patrzy na całą Twoją sieć zależności. Na Twoich kontrahentów. Na Twoich wspólników. Na przepływy między powiązanymi podmiotami. Na to, czy Twój dostawca ma zaległości podatkowe. Na to, czy firma, która wystawiła Ci fakturę trzy lata temu, okazała się słupem. Możesz być uczciwy jak złoto, ale jeśli ktoś w Twojej sieci biznesowej wypadnie źle, Ty też możesz wylądować na celowniku.
Efekt jest taki, że kontrole wszczynane po sygnałach algorytmicznych mają skuteczność na poziomie 98%. Niemal każda kontrola kończy się znalezieniem nieprawidłowości. Zatrzymaj się przy tej liczbie, bo ona wymaga chwili zastanowienia. 98% to nie jest wskaźnik skuteczności dobrze pracujących urzędników. To jest wskaźnik systemu, który kontroluje wyłącznie tych, których z góry uznał za winnych. To nie jest wykrywanie przestępstw. To jest potwierdzanie wyroków, które algorytm wydał zaocznie na podstawie tego co nerdy wklepały do algorytmów na rozkaz innych pajaców oderwanych od żeczywistości.
I teraz powiem coś, co zapewne wywoła oburzenie u tych, którzy uważają, że każda krytyka aparatu podatkowego to lobbowanie na rzecz kombinatorów i cwaniaków. Mam w nosie kombinatorów i cwaniaków. Cwaniacy i kombinatorzy mają dobrych prawników i dobrych doradców podatkowych, i sobie poradzą w każdych warunkach. Problem z STIR i ARANEĄ nie dotyczy kombinatorów. Dotyczy moich znajomych prowadzących uczciwe firmy. Dotyczy kilkuset tysięcy małych i średnich przedsiębiorców, którzy co miesiąc składają JPK, są na białej liście podatników VAT, stosują split payment, wypełniają MDR, i w międzyczasie próbują jeszcze jakoś zarobić na życie. Dla nich STIR i ARANEA to nie jest narzędzie walki z przestępczością. To jest kolejna warstwa niepewności w systemie, który już bez tego jest nie do wytrzymania.
Porozmawiajmy przez chwilę o tej niepewności, bo to jest coś, czego nie widać w statystykach i o czym rzadko mówi się wprost. Przedsiębiorca w Polsce nie boi się przede wszystkim wysokości podatków. Podatki można skalkulować, można zaplanować, można się do nich dostosować. Przedsiębiorca w Polsce boi się niepewności interpretacyjnej. Boi się tego, że decyzja, którą podejmuje dzisiaj i którą jego księgowy uważa za prawidłową, może zostać zakwestionowana za dwa lata, kiedy zmieni się interpretacja, zmieni się linia orzecznicza, albo po prostu zmieni się urzędnik prowadzący sprawę. W polskim prawie podatkowym nie istnieje coś takiego jak ostateczna pewność. Zawsze jest jakaś furtka, zawsze jest jakaś klauzula ogólna przeciwko unikaniu opodatkowania, zawsze jest jakaś możliwość, żeby zakwestionować transakcję, która w momencie jej przeprowadzenia była całkowicie legalna. Tu mogę podać kilka przykładów znajomych, gdy po latach "wznowiono" kontrolę w tym samym temacie, ale inaczej ujętej. I znowu następna kara, za to samo, ale od innego działu i inaczej zinterpretowana.
STIR i ARANEA nie rozwiązują tego problemu. One go potęgują. Bo teraz do niepewności interpretacyjnej dochodzi niepewność algorytmiczna. Nigdy nie wiesz, jakie wzorce transakcyjne algorytm uzna za podejrzane. Nigdy nie wiesz, czy Twój kontrahent nie wyląduje właśnie na liście podmiotów wysokiego ryzyka, co automatycznie pogorszy ocenę Twojego rachunku. Nigdy nie wiesz, czy Twój profil finansowy nie zmieni się pewnego dnia z zielonego na żółty, a potem na czerwony, bez żadnego powiadomienia, bez żadnej możliwości odwołania się do ludzkiej decyzji, tylko na podstawie statystycznego modelu, który uznał, że Twoje przepływy pieniężne wyglądają inaczej niż powinny.
Piszę o tym wszystkim z pełną świadomością, że zaraz ktoś mi powie, że inne kraje też mają systemy monitorowania transakcji finansowych, że dyrektywy unijne wymagają walki z praniem pieniędzy, że AML to globalny standard i nie możemy być wyspą. To prawda. Ale jest pewna różnica, którą warto odnotować. W Stanach Zjednoczonych dostęp do indywidualnych danych bankowych co do zasady wymaga wezwania sądowego lub nakazu sądowego. Czwarta Poprawka do Konstytucji chroni przed nieuzasadnionymi przeszukaniami i jest realnie egzekwowana przez sądy, nie tylko zapisana w tekście ustawy zasadniczej. W Polsce Konstytucja podobne prawa gwarantuje na papierze, ale STIR i ARANEA działają na podstawie ustaw, które ten próg skutecznie obchodzą. Sądowej kontroli nie ma. Postanowienia nie ma. Jest algorytm i jest decyzja urzędnika, który patrzy na wynik algorytmu i decyduje, czy ruszyć z kontrolą.
Ktoś mądry powiedział kiedyś, że wolność to możliwość robienia rzeczy bez pytania o pozwolenie. W Polsce wolność gospodarcza wygląda coraz bardziej tak: możesz prowadzić firmę, ale algorytm będzie cię obserwował w czasie rzeczywistym, i jeśli uzna, że coś jest nie tak, nie będziesz wiedział o tym dopóki nie zapukają do drzwi. Nie brzmi jak wolność. Brzmi jak nadzorowany spacer na smyczy, na której masz ograniczony wpływ na życie.
Słyszę czasem argument, że uczciwy przedsiębiorca nie ma się czego bać. To jest argument tak głupi, że aż boli. Uczciwy obywatel nie ma się czego bać przed rewizją bez nakazu sądu, tak? Uczciwy kierowca nie ma się czego bać przed prześwietleniem samochodu na każdym skrzyżowaniu, tak? Odwieczna logika aparatów bezpieczeństwa: jeśli nie masz nic do ukrycia, nie masz powodu protestować. Tylko że ta logika zawsze kończy się tak samo: państwo rozrasta się, aparat kontroli rozrasta się, zakres "podejrzanych" zachowań rozrasta się, a "niewinność" staje się coraz trudniejsza do udowodnienia.
Bo właśnie o to chodzi: STIR i ARANEA odwracają ciężar dowodu. Nie w sensie formalnym, nie w sensie procesowym, ale w sensie praktycznym. Kiedy algorytm wystawia ci czerwoną flagę i urząd wszczyna kontrolę, to ty musisz udowodnić, że każda transakcja była uzasadniona, że każdy kontrahent był legalny, że każda faktura odzwierciedla rzeczywiste zdarzenie gospodarcze. Urząd nie musi udowadniać winy. Urząd przyszedł z gotową tezą, którą dostał od algorytmu, i teraz weryfikuje, czy uda mu się ją potwierdzić. A przy skomplikowanej strukturze firmy, przy dziesiątkach lub setkach transakcji miesięcznie, zawsze znajdzie się coś, co można zakwestionować.
Dlatego właśnie te 98% skuteczności kontroli jest tak bardzo niepokojące. To nie jest liczba, która powinna napawać dumą. To jest liczba, która powinna budzić pytanie: czy my na pewno kontrolujemy przestępców, czy może kontrolujemy tych, którym algorytm przypisał podejrzany wskaźnik, i szukamy czegokolwiek, żeby tę decyzję algorytmu uzasadnić?
Na zakończenie powiem rzecz, którą moi rozmówcy mówią mi coraz częściej, a którą wypada wreszcie powiedzieć głośno: nie podatki wypychają firmy za granicę. Wypycha je koszt obsługi systemu. Wypycha je czas spędzany na udowadnianiu, że nie jest się przestępcą. Wypycha je poczucie, że aparat fiskalny jest nastawiony nie na wspieranie działalności, ale na wmawianiu, iż jesteśmy przestapcami. I wypycha je przekonanie, że w Polsce nie ma czegoś takiego jak zaufanie między przedsiębiorcą a państwem. Jest tylko nadzór. Jest tylko algorytm. Jest tylko czujka, która czeka, aż coś drgnie tabelkach.
Mój znajomy z firmą budowlaną zastanawia się teraz, czy nie przenieść części aktywów za granicę. Nie dlatego, że jest przestępcą. Dlatego, że chce wiedzieć, co do niego należy, i chce mieć poczucie, że nikt bez sądowego nakazu nie zagląda mu do portfela o drugiej w nocy. A o 6 rano nei zapukają smutni panowie twierdząc że jest przestępcą podatkowym
Trudno mu się dziwić.
Zresztą, już GUS podaje ilość firm "emigrujących"....
Grafika: chatgpt.