To nie budżet na rozwój, edukację czy zdrowie narodu. To recepta na zniszczenie, gdzie niemal 40% wszystkich wydatków - rekordowa suma 16,8 biliona rubli w samym 2026 roku - idzie na armię i siły bezpieczeństwa. To więcej niż kiedykolwiek w historii postsowieckiej Rosji, a jednocześnie sygnał, że Kreml nie zamierza kończyć swojego krwawego tańca na Ukrainie. Gospodarka Rosji została przełożona na wojenne tory, bez hamulców, bez odwrotu - i to powinno nas wszystkich przerażać.
Przychody w 2026 roku mają wynieść 40,3 biliona rubli, wydatki - 44,1 biliona, z deficytem sięgającym 3,79 biliona. A co z resztą? Środki na cele społeczne są cięte bezlitośnie: edukacja, opieka zdrowotna, wsparcie dla rodzin - wszystko schodzi na drugi plan, by nakarmić machinę wojenną. Rosjanie, już i tak zmęczeni sankcjami i inflacją, dostaną w prezencie podwyżkę VAT do 22%, by sfinansować ten obłęd. Inflacja na poziomie 4%, wzrost PKB zaledwie 1,3% - to nie prognozy optymistyczne, to eufemizmy dla nadciągającej katastrofy gospodarczej. A co gorsza, aż 84% wydatków wojskowych jest utajnionych, by nikt nie mógł policzyć prawdziwych kosztów tej agresji. Ile miliardów pochłonie utrzymanie armii, produkcja broni, ukryte operacje? To tajemnice, które mogą oznaczać jedno: Rosja przygotowuje się do dłuższej, brutalniejszej konfrontacji, nie do pokoju.
Rosja, kiedyś aspirująca do roli supermocarstwa, teraz tonie w wojennym szaleństwie, gdzie fabryki pracują na trzy zmiany, produkując czołgi zamiast samochodów, a młodzi mężczyźni giną na froncie zamiast budować rodziny. Społeczeństwo jest miażdżone: rosnące podatki, spadające pensje, represje wobec tych, którzy ośmielą się kwestionować. A świat? Świat patrzy, jak ten kolos na glinianych nogach uzbraja się po zęby, grożąc eskalacją konfliktu. Jeśli Kreml przeznacza jedną trzecią budżetu na wojnę, to co stoi na przeszkodzie, by ta wojna rozlała się dalej - na Europę, na NATO, na nas wszystkich?
To nie jest abstrakcyjna groźba. To rzeczywistość, w której Putin buduje imperium oparte na wojnie. Zresztą, chyba i tak już nie ma innego wyjścia. Przypomina to trochę Niemcy w okresie międzywojennym...
Grafika: grok