Ale nie, nie zawsze. Czasem trafiasz na takiego mistrza strategii, co to zostawi wózek z jedną, samotną puszką fasoli w kolejce do kasy - jakby to był jakiś totem chroniący miejsce przed złymi duchami - a sam zapierd... po alejkach jak opętany, dobierając resztę arsenału na apokalipsę zombie. I stoisz tam ty, biedny frajerze, z pełnym wózkiem, patrząc, jak ten cwaniak zajmuje miejsce w kolejce, jakby to była jakaś rezerwacja w restauracji Michelin. Co to, kur..., komuna wróciła? Czy może to nowy trend z TikToka: "Jak zhakować kolejkę w Biedronce i zostać królem frajerów"?
Wyobraź sobie scenę: sobotnie popołudnie, tłum gęstszy niż na koncercie disco polo, gdzie wszyscy tańczą w rytm "brak promocji na piwo". A ty, z wózkiem uginającym się pod ciężarem chipsów, mięsa i tych cholernych eko-toreb, które zawsze zapominasz - no bo kto pamięta o torbach, kiedy świat się kończy? Podchodzisz do kasy, widzisz trzy wózki przed sobą i myślisz: "No, spoko, za 10 minut będę w domu". Ale nie. Ten pierwszy wózek stoi pusty jak głowa polityka po wyborach - tylko jakaś samotna butelka wody mineralnej, żeby udawać, że to nie jest placeholder z ery dinozaurów. Właścicielka? Gdzieś w dziale z mrożonkami, bo nagle przypomniała sobie, że potrzebuje jeszcze pierogów, lodów, szamponu i może biletu na lot na Marsa. A ty stoisz jak ta piz..., mijają minuty, kolejka za tobą rośnie jak deficyt budżetowy, a kasjerka patrzy na ciebie z politowaniem, jakbyś to ty był winny temu cyrkowi na kółkach. Może powinna wręczyć ci popcorn, bo to lepsze niż kino.
To jest, kur..., szczyt chamstwa! W komunie przynajmniej było jasne: stoisz w kolejce po mięso, a ktoś trzyma ci miejsce, bo wszyscy wiedzieli, że system jest zjeb... jak stary trabant. Ale teraz? W erze aplikacji, dostaw pod drzwi i płatności blikiem, gdzie możesz zamówić pizzę myślą? To już nie komuna, to czyste, destylowane lenistwo wymieszane z egoizmem i posypane proszkiem do prania mózgu. Ten typ myśli: "Ja jestem ważniejszy, mój czas to złoto, a ty, plebsie, czekaj - może sobie zróbcie piknik w alejce z chemią gospodarczą". Zapomina, że wszyscy jesteśmy w tej samej łodzi - albo raczej w tej samej kolejce, gdzie każdy chce jak najszybciej zapłacić i spierd... do domu, zanim wózek wybuchnie od nadmiaru frustracji.
A co gorsza, to się rozprzestrzenia jak wirus grypy w przedszkolu. Widziałem raz tipsiarę, co zostawiła wózek z chlebem i poszła po masło - niby niewinnie, ale za nią facet z piwem, a za nim rodzina z dziećmi, które już zaczynają robić rewolucję z klocków Lego. I nagle wszyscy czekamy, bo tleniona dziunia postanowiła zrobić zakupy w trybie "slow shopping", jakby to był zen-medytacja nad jogurtami. Albo ten młody hipster z AirPodsami - wózek z jogurtem wegańskim, a on łazi po dziale bio, bo nagle musi sprawdzić, czy banany są fair trade, organiczne i czy nie obraziły żadnych pszczół po drodze. Lezie toto z worem na du... zwężającymi się tak, że wiodać iż koleś zapomniał o dniu nóg. Kur..., weź się ogarnij! Albo zrób listę zakupów na iPadzie, albo stań w kolejce jak człowiek, a nie jak jakiś partyzant w lesie, co sabotuje system od wewnątrz. Wyobraź sobie, co by było, gdyby wszyscy tak robili - sklep zamieniłby się w labirynt porzuconych wózków, a my byśmy biegali jak w grze komputerowej, unikając kolizji.
I jeszcze te gnojki, co zamiast iść do samoobsługowych kas, gdzie z trzema produktami ogarniesz się w 30 sekund szybciej niż mrugnięcie okiem, to uparcie stoją do kasy gotówkowej. Trzy pierdo... rzeczy: mleko, bułki i paczka gum - a oni tam, blokując kolejkę jak korek na autostradzie w wakacje, bo muszą pogadać z kasjerką o pogodzie albo po prostu lubią ten stary styl, jakby to był vintage vinyl. A na koniec? Płacą kartą, co trwa wieczność, bo pin, autoryzacja, "czy zbierać naklejki?", "czy chcesz paragon na e-mail?", a ty za nimi z pełnym wózkiem myślisz: "Kurw..., idź do automatu, tam nawet debil sobie poradzi - no chyba że jesteś tym debilem, co boi się, że maszyna ukradnie ci duszę!". To powoduje dłuższe kolejki niż w czasach, gdy wszyscy płacili gotówką i nie było opcji - jakby to był maraton cierpienia. Samoobsługa stoi pusta, migocze ekranami jak zaproszenie na imprezę na parafię w dąbrowie górniczej, a ci frajerzy wolą stać w tłumie, bo "nie ufam maszynom" albo po prostu są za leniwi, żeby nauczyć się skanować kod kreskowy. No błagam, to nie rocket science - zeskanuj, zapłać, spierd... . Ale nie, lepiej wydłużyć cierpienie wszystkim dookoła, jakby to była jakaś sadystyczna gra w "kto pierwszy pęknie".
Rozwiązanie? Może sklepy powinny wprowadzić karę: zostawiasz wózek pusty - kasjerka konfiskuje ten jeden produkt i wrzuca do kosza na datki dla bezdomnych wózków. Albo alarm w wózku, co wyje po minucie bez właściciela, jak syrena policyjna na złodzieju. A dla tych z małym zakupem - obowiązkowy redirect do samoobsługi, z karą w stylu "dodatkowa opłata za blokowanie kolejki" albo po prostu robot, co cię łapie za kołnierz i ciągnie do automatu. A my, reszta społeczeństwa? Następnym razem, jak zobaczysz taki numer, po prostu przesuń wózek na bok i udawaj, że to nie twoja sprawa - albo lepiej, dołóż do niego jakieś gówno z promocji, żeby właściciel myślał, że sklep mu dopłaca. Bo w końcu, w tym świecie frajerów, przetrwają tylko ci, co nie dają się dymać w kolejce i mają poczucie humoru na te absurdy.
No, a ty? Następnym razem w sklepie, pamiętaj: pełny wózek albo wcale, a z trzema rzeczami - prosto do automatu, zanim cię wessie wir chamstwa. Bo komuna może i wróciła, ale my nie musimy w niej tkwić - lepiej się z niej pośmiać, zanim nas wszystkich pochłonie.