Pozostałe

Sprawdzili 701 fotoradarów, znaleźli dziurę w co siódmym

Sprawdzili 701 fotoradarów, znaleźli dziurę w co siódmym "złodzieju" i teraz każą nam się cieszyć, że to tylko papierologia. No to się cieszę. Bardzo k.. cieszę.

Sprawdzili 701 fotoradarów, znaleźli dziurę w co siódmym

Zacznę od tego, co w tej całej historii jest naprawdę piękne, bo piękne to jest to jak katastrofa kolejowa oglądana z bezpiecznej odległości: państwo, które od lat karze obywateli za przekroczenie prędkości o trzy kilometry na godzinę, samo nie potrafiło dopilnować, aby urządzenia do tego karania miały ważne papiery. Nie chodzi o to, że ktoś się pomylił raz czy dwa bo pomyłka zdarza się nawet najlepszym urzędom zwłaszcza polskim. Chodzi o to, że 107 fotoradarów z 701 sprawdzonych miało przerwy w ciągłości świadectw legalizacji, co w tłumaczeniu z urzędowego na ludzki znaczy mniej więcej tyle: przez jakiś czas mierzyły prędkość urządzeniem, które formalnie nie miało prawa niczego mierzyć, ale mandaty i tak leciały bo maszyna nie sprawdza sobie ważności własnych dokumentów, ona po prostu robi zdjęcie i wysyła papiery do mandaciku.

Autorzy analizy z Nomando.pl, ludzie chyba uczciwi i ostrożni, zastrzegają, że przerwa w wykazie nie świadczy jednoznacznie o nieważności pomiaru i może wynikać z opóźnień w papierologii. Tia, to tak jakby ktoś nie miał ważnego OC, nie świadczy o tym, że rozbije komuś zderzak, tylko może po prostu zapomniał zapłacić składkę. Tyle że gdy to my zapomnimy, to płacimy karę od ręki. A gdy urządzenie państwowe stoi bez papierów przez sto dwadzieścia dni, to już jest niuans nie wymagający dogłębnej analizy. Czyli standardowe: ojtam, ojtam.

Tylko że piętnaście przerw przekroczyło miesiąc. A siedem przekroczyło sto dwadzieścia dni (ciekawe ile mandatów wystawili w tym czasie). Cztery miesiące bez ważnego świadectwa to nie jest opóźnienie w papierologii, to jest fotoradar działający mimo, iż nei powinien. A na dokładkę 27 urządzeń w dniu przeprowadzania analizy w ogóle nie miało ważnego świadectwa. Czyli mierzyły komuś prędkość dokładnie w tej chwili, gdy dziennikarze pisali o tym artykuł. Nie da się tego wymyślić lepiej, choćby się bardzo chciało.

Uwielbiam też ten szczegół z Multaradarem CD, który odpowiada za blisko trzy czwarte wszystkich przerw, bo to jest dokładnie ten moment, w którym z afery ogólnokrajowej robi się awaria jednego modelu sprzętu, co ktoś kiedyś kupił hurtowo, bo była promocja albo znajomy z branży poradził. Świętokrzyskie na czele rankingu, zaraz za nim zachodniopomorskie, gdzie zresztą cała ta historia się zaczęła, bo to na A6 pod Szczecinem ktoś wpisał błędną długość odcinka i System, który tak sprawnie każe płacić za spóźnienie o jeden dzień, nagle robi się cierpliwy i wyrozumiały, gdy to on sam się spóźnia.