Pozostałe

Strzelają, żeby zabijać

Teheran, grudzień 2025. Rial wali się tak szybko, że sklepy po prostu przestają wystawiać ceny. Inflacja zjada oszczędności życia w kilka dni, a apteki świecą pustkami. To już nie jest zwykły kryzys - to coś dużo gorszego, można powiedzieć, że kraj się rozpada od środka. I teraz właśnie, z tego wszystkiego, na ulice znów wylegli ludzie. Największa fala protestów od czasu rewolucji islamskiej w 1979 roku.

Strzelają, żeby zabijać

Wybuchło to wszystko 28 grudnia. W ciągu paru godzin zapanowało istne szaleństwo w ponad stu miastach. Nie ma jednego lidera, nie ma jednej organizacji, są miliony ludzi, którzy po prostu powiedzieli "dość". Studenci, sprzedawcy na bazarze, robotnicy, emeryci. Kobiety bez chust, mężczyźni rzucający w policję, czym popadnie.

Reżim reaguje jak zwykle - brutalnie. Karabiny maszynowe na dachach. Snajperzy strzelający celnie w głowy. Strzelby ładowane ostrą amunicją. Armatki wodne, gaz łzawiący. Ludzie z organizacji praw człowieka mówią, że w pierwszych dniach stycznia zginęło co najmniej 28 osób, w tym dzieci w trzynastu różnych miastach. Lekarze z Teheranu mówią: celują w głowy, oczy, brzuchy. Strzelają, aby zabić, nie odstraszyć.

Mówi się, że rozkaz pochodził od samego Alego Chameneiego, najwyższego przywódcy. Nie jest to potwierdzone na 100%, ale schemat jest znajomy i powtarza się od dekad - od masakry z 1988, przez krwawo gaszone protesty w 2009 i 2019 roku, aż po "rewolucję kobiet" w 2022 roku. Islamska Republika zawsze stawia na jedno: przemoc tak mocną, że paraliżuje myśl o oporze.

Choć tym razem może to nie wystarczyć. Tym razem jest też coś nowego. Amerykanie, Izrael i kilku ich zachodnich sojuszników alarmują, że w Iranie mogli użyć trucizn, żeby zdusić protesty. Izrael mówi wprost: reżim stworzył amunicję na bazie fentanylu i leków bojowych. Jeśli to prawda, mamy do czynienia z bronią chemiczną na irańskich ulicach.

Trump napisał na X: "Protestujcie, pomoc jest w drodze." A gdzie jest ta pomoc? Europa wydaje jakieś oficjalne oświadczenia, ONZ się niepokoi. Tymczasem organizacje praw człowieka szacują, iż od początku protestów zginęło już ponad siedem tysięcy osób. To liczba jak w wojnach, które znamy z książek.

To wszystko dzieje się w trochę innym kontekście. Reżim słabnie jak nigdy wcześniej. W czerwcu 2025 roku Izrael i USA uderzyły w irańską infrastrukturę wojskową i nuklearną. Negocjacje dotyczące programu atomowego upadły. Pośrednicy Iranu - Hamas, Hezbollah - też są mocno podcięci. Kasa? Pusta. A teraz do tego dochodzą jeszcze rewolty na ulicach.

Więc tu już nie chodzi o to, czy reżim wytrzyma te protesty. Pytanie brzmi raczej: jak długo jeszcze? Islamska Republika przeżyła już protesty w 1979, 1988, 2009, 2019 i 2022. Wie, jak zdusić wolę oporu narodu. Ale każde takie działanie zostawia ślad. I coraz więcej Irańczyków nie zapomina.

Na razie snajperzy wciąż siedzą na dachach.