Ten system śledzi każdy twój ruch - co oglądasz, ile razy klikasz na ten sam produkt, jak szybko skłaniasz się ku zakupowi. I na podstawie tego ustala… no właśnie, nie cenę "uczciwą" ani nawet "rynkową". Tylko dokładnie taką, na jaką cię stać, a może nawet odrobinę więcej. I to jest ten moment, gdzie robi się nieciekawie. Bo znika coś, co jeszcze do niedawna było oczywiste - jedna cena dla wszystkich. Teraz ceny są jak kameleony - płynne i dosłownie personalne. Ty widzisz 199 zł, sąsiad 179 zł, a ktoś inny 229 zł. I co? Nikt ci nie powie, że to tak działa. To nie żadne promo, to raczej test na to, ile z ciebie można wycisnąć.
Oczywiście, sklepy będą wciskać, że to jakaś "optymalizacja" czy "dostosowanie do rynku". Jasne, a ja jestem aniołem. W rzeczywistości chodzi o jedno: żebyś zapłacił dokładnie tyle, ile musisz, albo i więcej. Widziałeś kiedyś, że wracasz do produktu, a on nagle podrożał? To nie magia, tylko sprytny algorytm reagujący na twoje wahania. Jeśli widzi, że mimo wszystko nie odpuszczasz, to podkręca tobie cenę. Bo są spore szanse, że mimo to i tak kupisz.
Tu już nie chodzi o sprzedaż - to bardziej jak zagrywka psychologiczna. Do tego dochodzi scena z "promocjami": najpierw cenę opuszczają, potem podnoszą, a ty widzisz ogromny baner "-20%" i czujesz, że łapiesz okazję. Tylko że ta "okazja" jest często wymyślona na szybko, tak żebyś podzielił się danymi i kupił teraz. Algorytm nie daje rabatów z dobroci serca - on kalkuluje, jak cię oszukać.
Co jest w tym wszystkim najgorsze? Ty nie masz szans sprawdzić, czy widziana cena jest w ogóle jakoś sensowna. Nie wiesz, czy jest najlepsza, przeciętna czy po prostu z kosmosu. Nie widzisz zasad tej gry, a jeśli nie znasz reguł, to przegrałeś. I właśnie to jest to, co daje sklepom niezłą przewagę - to już nie jest klient kontra sprzedawca, tylko klient kontra system, który analizuje tysiące twoich ruchów i uczy się na twoich błędach.
Każda chwila zawahania czy powrót do produktu to dla systemu kolejny sygnał do podbicia ceny. O tym właśnie opowiada ten patent - to nie jest przypadkowa funkcja, tylko przemyślane narzędzie do wyciskania jak najwięcej kasy z każdej twojej transakcji. Nie chodzi im o twoje dobre samopoczucie czy super doświadczenie, tylko o wyniki w Excelu.
Można to oczywiście nazwać nowoczesnością czy automatyzacją. Ale to raczej sprytna, automatyczna pazerność, która działa tak długo, jak długo ty nawet nie zdajesz sobie sprawy, że to nie ty wybierasz cenę - tylko ona wybiera ciebie.