Minęło kilka miesięcy. Pentagon zwrócił się do Kijowa z prośbą o zakup ukraińskich dronów przechwytujących, bo własnych nie ma. Trump teraz komplementuje "stylówkę" Zełenskiego. Ktoś tu zmienił zdanie 🙂
To jest chichot losu. Człowiek, który kpił ze swetra, teraz prosi o technologię, którą człowiek w tym swetrze zbudował pod ostrzałem.
Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Iran. Iran odpowiedział tym, czym umie - chmarą dronów lecących w kierunku amerykańskich baz. I tu ZONK: najpotężniejsza armia świata ma problem. Ma problem z plastikowym samolotem za 30 tysięcy dolarów, który leci nisko, wolno i w dużej liczbie.
CNN podało, że na zamkniętym spotkaniu w Kapitolu wysocy rangą wojskowi przyznali wprost: nie są w stanie zestrzelić wszystkich Shahedów. A każda rakieta Patriot, którą próbują to robić, kosztuje ponad 13 milionów dolarów. Zełenski to usłyszał i zadzwonił do Kataru, ZEA, Bahrajnu, Jordanii i Kuwejtu. Propozycja była prosta: damy wam ukraińskie drony przechwytujące, weźmiemy w zamian rakiety do Patriotów, których nam brakuje do obrony przed Rosją. "Financial Times" napisał o tym jako o negocjacjach, które toczą się równolegle do działań bojowych.
Pentagon przez dekady budował tarczę przed wielkimi zagrożeniami. Lotniskowce, niewidzialne myśliwce, systemy rakietowe za miliardy. Zakładał, że każda poważna armia będzie walczyć podobnie do niego - dużymi, drogimi, zaawansowanymi środkami. Tymczasem Shahed kosztuje tyle co używany samochód, jest wytwarzany na licencji irańskiej w rosyjskich fabryczkach i może być wysyłany w setkach.
To jest wynik decyzji, którą Pentagon podejmował od lat 90.: skupić się na dominacji technologicznej w kategoriach znanych z poprzednich wojen. Tymczasem Ukraina, przyciśnięta do muru, rozwiązała problem od drugiej strony. Zamiast budować coraz droższą tarczę, zbudowała tanią odpowiedź. Ukraiński interceptor Sting kosztuje około 2 tysięcy dolarów. Zestrzelenie Shaheda wartego 30 tysięcy to matematycznie opłacalny interes.
Porucznik pułkownik Pavlo Verkhovod z 25. Brygady Powietrznodesantowej powiedział: "Nie ma sensu zestrzelić 100% dronów, jeśli interceptor kosztuje więcej niż cel".
Ukraina doszła do tej wiedzy, przez cztery lata codziennych ataków Shahedami.
Skuteczność ukraińskich systemów przechwytywania Shahedów osiągnęła 80-90%, przy użyciu kombinacji dział przeciwlotniczych, mobilnych stanowisk karabinów maszynowych i właśnie tych dronów - interceptorów.
Najskuteczniejszy system - Merops - został opracowany przez Project Eagle, inicjatywę finansowaną przez Erica Schmidta, byłego CEO Google'a. Schmidt zbudował swój "dream team" z byłych pracowników SpaceX, Apple i agencji rządowych. Strukturę własnościową ukrył za siecią firm zarejestrowanych w Estonii i Kalifornii. Jeden Surveyor - dron interceptor z systemu Merops - kosztuje 15 tysięcy dolarów i ma potwierdzoną skuteczność na poziomie 95 procent w warunkach ukraińskich operacji. Ponad 1000 zestrzelonych Shahedów.
Schmidt podpisał też memorandum z ukraińskim ministrem obrony na produkcję setek tysięcy dronów przez swoją spółkę Swift Beat. Ukraiński ekosystem obronny i zachodni kapitał splotły się tu w sposób, który sprawia, że trudno powiedzieć, gdzie kończy się ukraińska innowacja, a zaczyna się zachodnia inwestycja.
Opowieść o ukraińskim cudzie technologicznym ma drugie dno. Zachodni inwestorzy, fundusze venture capital z Doliny Krzemowej i wielcy gracze przemysłu obronnego weszli agresywnie w ukraiński ekosystem startupów. Palantir - firma założona przez Petera Thiela z pieniędzmi CIA - podpisała umowę z ukraińskim rządem, dostarcza oprogramowanie analityczne dla armii. Schmidt's D3, fundusz, który ma w portfelu głównie ukraińskie startupy obronne, finansuje połowę swojego portfolio właśnie tam.
Mechanizm jest prosty i nie ma w nim nic tajemniczego - wystarczy spojrzeć na dane. Ukraińskie startupy obronne są wyceniane na rynku jako jedne z najciekawszych w Europie. Inwestycje w europejskie startupy obronne osiągnęły rekordowy poziom 5,2 miliarda dolarów w 2024 roku. Zachodni kapitał kupuje udziały, know-how i dane z pola walki. Ukraińcy dostają finansowanie, bez którego nie przeżyliby w warunkach wojennych.
Ukraina daje dane z najbardziej intensywnego konfliktu dronowego w historii. Zachód daje dolary, zachowując prawa do technologii.
I tu wracam do Pentagonu z prośbą do Kijowa.
Ta prośba jest dowodem na to, że USA kupują coś, czego nie zdążyły zbudować samodzielnie: wiedzę operacyjną, która powstaje wyłącznie na polu walki. Żadne ćwiczenia, żaden poligon, żadne symulacje komputerowe nie zastąpią codziennego zestrzelania setek Shahedów nad Odessą czy Charkowem.
Ameryka ma zasoby, przemysł i pieniądze. Ukraina ma coś, czego za pieniądze kupić nie można: doświadczenie nabyte w wojnie.
Dlatego to właśnie Kijów wyznacza dziś standard przechwytywania tanich dronów dla całego NATO. I dlatego teraz Waszyngton dzwoni do Kijowa, a nie odwrotnie.