Sunąc jak Slimer (PD) po korytarzu, mój wzrok ledwie musnął pokój młodego. Z tyłu głowy jakiś wewnętrzny sadysta mi podpowiedział: - O! to jest prawdziwe wyzwanie! działaj. - Zatrzymałem się momentalnie. Podążyłem wzrokiem w czeluść pokoju. Pełen werwy i chęci działania przestąpiłem próg pokoju. Ten zapał lekko opadł, gdy opadł mój wzrok na podłogę. Nie skłamię, jak zacytuję pewne zdanie, przewijające się w zabawach mojego syna z kolegą: "podłaga to lawa". Podłoga była gorsza niż lawa. Podłoga składała się z min wielkiego kalibru. Min zdradliwych. Min niby niewinnych, a jakże zabójczych! Tedy padłem na kolana i zacząłem rozbrajać podłogę. Najpierw z zapałem i werwą pewnego sapera. Szło mi nieźle. Ba! Wręcz doskonale. Ale jak łatwo przewidzieć przy pracy z takim materiałem, mój zapadł opadł po 10 minutach. Nietrudno to zrozumieć, gdy widzisz takiego gościa jak ja, w pozycji Jennifer Grey w filmie DD podczas nauki tańca w ujęciu, gdy do kolesia podchodzi na czworaka. Jednocześnie prawica wyciągnięta przed siebie i z pieczołowitością zbierającą minę. Po kilku minutach w tej akrobatycznej pozycji - tak, w moim wieku to już akrobatyka - odzywają się pewne kontuzje. W moim przypadku złamana rzepka (tak mam na USG kolana napisane) i drugie kolano obolałe po tym, gdy padłem na bruk, tuż po tym jak sąsiadowi zaaplikowałem petardę piłką w twarz i uszkodziłem mu okulary. Co spotkało się z gromkim śmiechem naszych synów. No mógł nie stać na bramce 😉. Co do złamanej rzepki, to wina mojego serca. Chciałem być humanitarny i, zamiast mordować mysz, postanowiłem ją złapać i wywalić na ogródek. Niestety koordynacja oko+nogi+drzwi od ogrodu - nie do końca była płynna i taka jak powinna być. Skutkiem czego, wynik tej akcji był taki, iż moje kolano czule przywitało się z drzwiami balkonowymi z impetem. Po czym padłem jak Coyote w ułamku sekundy. I tak sobie odpoczywałem jakiś czas. Mysz uratowana, czego nie można powiedzieć o mojej rzepce. Ale wrócę do głównego wątku. Podczas tej akrobatyki, odczuwając znurzenie podczas rozbrajania podłogi - ogarnąłem wzrokiem całość zadania jakie mnie czeka i usiadłem. Usiadłem i zapłakałem. Tak mentalnie, nie normalnie. Tak w głębi mojego małego ciepłego serduszka. Rozglądając się po tym lotnisku z minami, szukałem sposobu, aby ułatwić sobie saperstwo. Przez głowę przebiegały mi setki porad jakie wyczytałem na necie od "mądrych mam". Radykalne pomysły oparte o remont kapitalny podłogi w postaci zrywania i kładzenia nowej - odrzuciłem po pewnym wahaniu. Niby pomysł doskonały i rozwiązujący problem na długo. Ale moje lenistwo i zawartość portfela wzięło górę. Tak jak i narzędzia elektryczne odrzuciłem z uwagi na to, iż miałem być twardy. Tedy pozostały mi rozwiązania tylko manualne. Co stanowiło pewne wyzwania biorąc pod uwagę, iz po wstępnej akrobatystyce moje ciało zaczęło domagać się karetki lub chociażby gorącej kąpieli i masażu w wykonaniu pięknej i czułej azjatki. Mając to na uwadze, w myślach po kolei odrzucałem każdy manualny pomysł jaki się pojawiał w mojej głowie. Co prawda jeden pomysł był wybitny! Jeden, który pozwalał rozwiązać sprawę doskonale i dokładnie. A mianowicie, pozwać producenta min i domagać się uprzątnięcia min na ich koszt. Pomysł doskonały, lecz odrzuciłem go po chwili mając na uwadze, iz czas i koszty jakie poniosę występując do sądu - są niewspółmierne do wyniku jaki osiągnę. Miną miesiące do rozprawy, potem odwołania, apelacje i tak zleci kilka lat. Dlatego musiałem ograniczyć pomysły do czasu, jaki mogłem poświęcić na saperstwo. Przeprowadzając szybką kalkulację koszty vs czas - doszedłem do wniosku, iż pozostaje mi jedno: szufelka. Pamiętacie film "przykładny obywatel"? Jak jedzie tym pługiem pozbyć się ciała? Jak pług rozgarniał śnieg? O właśnie, to tak działała szufelka. Jakże widok był piękny. Sunąłem szufelką na polu minowym patrząc z dziką radością jak miny traciły kontakt z podłogą. Ale od czego moja kreatywność? Do szufelki doinstalowałem trzonek od miotły. Więc nie musiałem się schylać i praca szła jak ogień. I tak patrząc na to jak byle prosta szufelka pokonuje miny, zaniosłem się upiornym śmiechem Crawena 🙂 Moja radość połączona z pomysłowością spowodowała, iz z moich głębokich trzewi wydobywał się upiorny piekielny ochrypły śmiech. Gdyby wtedy usłyszał mnie Wes, to angaż do najgroźniejszych horrorów miałbym zapewniony. Zaledwie po kilku minutach wszystkie miny były wyzbierane. Zapakowałem je do worka na buty. Po czym zasiadłem na zydelku (pudło na miny) zastanawiając się co dalej. Co zrobić z brudnymi minami. Na szczęście moja mentalna postać, działała szybko i podsunęła mi pomysł pralki lub zmywarki. Mój wybór padł na pralkę z uwagi na to, iż zmywarka jest leniwa i myje jak jest, a pralka miącha i trzepie zawartością na boki. Po czym wstałem i krokiem baby z radomia, udałem się do praleczki i czule ja głaskając zaaplikowąłem jej wsad w postaci min w worku. Dopełniłem szmatami no co? Nie mam jakiegoś hizero czy innego paździerza, to latam na szmacie. Szmaty już były wcześniej wyprane, to się nada do min. Brudnych bym nie wpakował. Mogło by wybuchnąć czy co. Zaaplikowałem środki czyszczące i odpaliłem pralkę. trochę zaprotestowała gdy rozległ się dzwięk przesypywanych min z lewa na prawo. Ale jest ryzyko - jest zabawa! Po pewnym czasie, miny były doskonale czyste i pachnące. Zaniosłem je z pieczołowitością do kontenera na miny. Otrzepując ręce w filmowym geście (nie ze były brudne), odwróciłem się plecami do kontenera na miny i dumny z siebie powoli oddalałem się w stronę przedpokoju. Jeszcze na wyjściu, odwróciłem się (jak w filmach, w których jest taka scena zapowiadająca, ze film się nie skończył i będzie następna część) z uśmiechem błąkającym się na moich ustach i zmrużonymi oczami, które miały minom dać znać, iz jestem bezlitosny i zawsze z nimi wygram, spojrzałem ostatni raz w tym tygodniu na te cholerne klocki lego...
Pozostałe
Wczoraj postanowiłem być twardy
Twardy jak Roman Bratny! Ten pomysł wpadł mi do głowy, gdy wróciłem wcześniej z pracy i myślałem nad tym, na co spożytkuję wolną godzinę.