Pozostałe

𝘿𝙡𝙖𝙘𝙯𝙚𝙜𝙤 𝙄𝙧𝙖𝙣 𝙖𝙩𝙖𝙠𝙪𝙟𝙚 𝙙𝙚𝙨𝙖𝙡𝙞𝙣𝙞𝙯𝙖𝙩𝙤𝙧𝙮 𝙖 𝙣𝙞𝙚 𝙡𝙤𝙩𝙣𝙞𝙨𝙠𝙤𝙬𝙘𝙚?

W 2024 roku profesor Jiang rzucił swoim studentom trzy przewidywania: Trump wygra wybory, Stany Zjednoczone wejdą w konflikt z Iranem i przegrają tę wojnę. Dwa pierwsze wydarzyły się naprawdę. Ten trzeci jest dla niego pewny jak amen w pacierzu. Nie ocenia sytuacji według liczby rakiet czy samolotów, ale podlewa wszystko chłodną logiką przeciągania się walki.

𝘿𝙡𝙖𝙘𝙯𝙚𝙜𝙤 𝙄𝙧𝙖𝙣 𝙖𝙩𝙖𝙠𝙪𝙟𝙚 𝙙𝙚𝙨𝙖𝙡𝙞𝙣𝙞𝙯𝙖𝙩𝙤𝙧𝙮 𝙖 𝙣𝙞𝙚 𝙡𝙤𝙩𝙣𝙞𝙨𝙠𝙤𝙬𝙘𝙚?

Iran przygotowywał się do konfrontacji przez dwie dekady. Ta czerwcowa "wojna dwunastodniowa" z Izraelem to było tak naprawdę takie testowe uderzenie - jakby sprawdzian polowy. Irańczycy dokładnie ocenili siły uderzeniowe Izraela i USA, a potem mieli potem osiem miesięcy, żeby się odpowiednio zorganizować. Poprzez swoje grupy pośrednie - Huti, Hezbollah, Hamas oraz szyickie milicje - przez lata śledzili jak Amerykanie myślą o wojnie. I wyciągnęli z tego jasne wnioski.

Ich plan? Prosty i bezlitosny: nie ruszać lotniskowców, za to walić w gospodarkę.

Iran w praktyce już zamknął Cieśninę Ormuz, którą kraje Zatoki Perskiej używają do importu aż 90% żywności. Teraz drony, które kosztują jakieś… 50 tysięcy dolarów, atakują infrastrukturę państw GCC - amerykańskie bazy, główne węzły energetyczne, a zaraz na celowniku mogą się znaleźć zakłady odsalania wody. To nie jest jakiś drobiazg. Prawie 60% wody pitnej w tych krajach pochodzi właśnie z odsalania, a Rijad, miasto z 10 milionami mieszkańców, bez tej wody zostałby praktycznie na sucho w ciągu dwóch tygodni.

Dlaczego to wszystko uderza właśnie w USA? Bo kraje Zatoki to coś w rodzaju finansowego filaru amerykańskiej gospodarki. Sprzedają ropę za dolary, a potem te dolary wracają jako inwestycje do Stanów - między innymi w technologie i centra danych, które teraz napędzają szaleństwo wokół AI. Jeśli kraje GCC przestaną sprzedawać ropę, przestają zasilać Wall Street. No i cała ta bańka AI, na której dziś opiera się amerykańska giełda, może po prostu pęknąć jak bańka mydlana.

Tu zaczyna się mniej widoczna część tej historii, o której rzadko się mówi w mainstreamowych mediach, takich jak CNN.

Iran stał się pierwszym krajem, który faktycznie, na poważnie, rozstał się z dolarem.

Irańska sieć płatnicza Shetab działa w tandemie z rosyjskim systemem Mir. Irańczycy mogą wypłacać ruble z rosyjskich bankomatów, a Rosjanie płacą kartą w irańskich sklepach, wszystko bez udziału Visa, Mastercard czy SWIFT- co praktycznie uniemożliwia nałożenie sankcji przez amerykański OFAC. SEPAM, irański system płatności, jest połączony z rosyjskim SPFS, dając obu krajom możliwość prowadzenia handlu, dawania sobie kredytów i transakcji energetycznych kompletnie poza dolarem. Wołodin nawet chwalił się, że ponad połowa handlu między tymi dwoma krajami odbywa się już w ich własnych walutach.

Do tego dochodzi członkostwo Iranu w BRICS, umowa o wolnym handlu z Euroazjatycką Unią Gospodarczą i coraz częstsze rozliczanie ropy w chińskim systemie CIPS, w juanach.

To nie żadna teoria - to działa, i to całkiem dobrze, stanowiąc równoległy świat finansowy obok dolara.

Dla Waszyngtonu to jest prawdziwa czerwona linia. Broń jądrowa? Jasne, to problem, ale da się go negocjować, odkładać na później, albo przekazać do Izraela. Ale kraj, który pokazuje, że można normalnie żyć i handlować poza dolarem, i który zaczyna eksportować ten model dalej - to jest coś, co poważnie podważa zdolność USA do kontrolowania swojej waluty przez zbrojenia.

Wszyscy patrzą na bombowce i rakiety, a tu, pod spodem, jest coś dużo ważniejszego.

Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty też kręcą tematem dedolaryzacji. I to właśnie dlatego, jak zauważa Jiang, USA i Izrael płacą za tę wojnę dużo większą cenę, niż ktokolwiek się spodziewał.

Grafika: chatgpt