Mariusz Bazan

Pasy. Dwa miesiące. Legalnie?

Człowiek przeleżał w pasach 99 procent pobytu w szpitalu, a my dopiero teraz dyskutujemy, czy po drugim przedłużeniu ktoś powinien na niego w ogóle spojrzeć.

Rzeczniczka Praw Obywatelskich Sylwia Gregorczyk-Abram napisała kolejne pismo do Ministerstwa Zdrowia w sprawie nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia psychicznego. Część zmian chwali, w części widzi dziury, a człowiek czytający te dziury ma wrażenie, że ktoś układał przepisy o wiązaniu ludzi pasami, nie pytając wcześniej, jak to wygląda w praktyce.
Projekt porządkuje przymus bezpośredni, czyli unieruchomienie i izolację pacjenta. Po dwukrotnym przedłużeniu kolejne, na nie więcej niż 6 godzin, ma wymagać osobistego badania przez lekarza i opinii drugiego specjalisty. Rozsądne, RPO to przyznaje, ale od razu pyta o ludzi, wobec których przymus stosuje się już w drodze do izby przyjęć, bo o nich w projekcie jakby zapomniano. Chce też, żeby pacjent trzymany w szpitalu wbrew swojej woli mógł porozmawiać z sędzią wizytującym osobiście. Że trzeba o to w ogóle prosić, mówi o całym systemie więcej niż niejeden raport.
Jest jeszcze kontrola osobista, którą ustawa wreszcie ma opisać, bo dotąd działała trochę na zasadzie zwyczaju. Wątpliwość polega na tym, czy pacjent leżący za własną zgodą będzie mógł takiej kontroli odmówić, czy będzie musiał stać i się poddać. Rzeczniczka domaga się też ustawowych szkoleń z deeskalacji, żeby personel umiał uspokoić agresywnego człowieka słowem, zanim sięgnie po pasy. Do tego ubezwłasnowolnieni, których prawa w projekcie zależą od decyzji przedstawicieli ustawowych, i domy pomocy społecznej, do których można by kierować bez zgody osoby z zaburzeniami niepsychotycznymi. Tyle że DPS-y nie mają osobnych placówek dla wszystkich tych grup, więc prawo już sadza ludzi do stołu, przy którym nikt jeszcze nie postawił krzeseł.
Onet pisał w lipcu o mężczyźnie unieruchomionym z powodu pobudzenia i agresji wobec personelu. Unieruchomienie przedłużano wielokrotnie, a 1 lipca pacjent zmarł. Sekcja niczego nie wyjaśniła, więc zajęła się tym prokuratura. A NIK przejrzała jeden ze szpitali psychiatrycznych i trafiła na pacjentów trzymanych w unieruchomieniu od 120 do 1413 godzin. Ta ostatnia liczba to około 59 dni, jeden człowiek przeleżał w pasach 99 procent hospitalizacji, a w dokumentacji, jak to zwykle bywa, dziury i brak uzasadnień, po co to wszystko przedłużano.
Nie piszę tego, żeby robić z personelu potworów. Pracują z ludźmi naprawdę groźnymi, czasem dla siebie, czasem dla innych, i kto nie stał tam na nocnym dyżurze, powinien z oceną uważać. Ale dwa miesiące na pasach to stan, którego ktoś w pewnym momencie przestał kwestionować. Papier przyjął wszystko, bo nikt nie kazał mu odmawiać.
Dlatego dobrze, że rzeczniczka nie odpuszcza. Przy takich ustawach zawsze ktoś musi stać z boku i pytać o rzeczy, które dla urzędnika są nudnym szczegółem, a dla człowieka przywiązanego do łóżka całym światem. Reforma jeszcze się nie skończyła. Oby skończyła się szybciej niż kolejne przedłużenie.
Źródło: stanowisko RPO, Onet, NIK