Mariusz Bazan

Pozostałe

𝙕𝙖𝙠𝙤𝙣𝙣𝙞𝙘𝙚 𝙯 𝙥𝙞𝙚𝙠𝙡𝙖 𝙧𝙤𝙙𝙚𝙢

W ostatnich dniach Sąd Okręgowy w Nowym Sączu wydał wyrok w sprawie, która poruszyła opinię publiczną i rzuciła cień na działalność instytucji opiekuńczych prowadzonych przez zakony. Dwie byłe pracownice Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie - siostra Bożena K. oraz była dyrektorka Bronisława G. - zostały skazane za systematyczne znęcanie się nad niepełnosprawnymi dziećmi.

Wyroki to odpowiednio trzy lata i dwa miesiące pozbawienia wolności wobec pierwszej z nich oraz cztery lata dla drugiej, wraz z zakazem pracy z małoletnimi i obowiązkiem wypłaty nawiązek na rzecz pokrzywdzonych. Oczywiście, to nie jest jeszcze ostateczna decyzja - wyrok nie jest prawomocny - ale już teraz nasuwa się wiele trudnych pytań dotyczących nadzoru nad tego rodzaju placówkami.
Warto przypomnieć, jak wyglądała sprawa, o której dowiedzieliśmy się w 2022 roku dzięki dziennikarskiemu śledztwu Wirtualnej Polski. W ośrodku prowadzonym przez Zgromadzenie Sióstr Prezentek, pod pretekstem opieki nad 47 niepełnosprawnymi podopiecznymi, dochodziło do aktów przemocy o charakterze zarówno fizycznym, jak i psychicznym. Bicie, przywiązywanie do łóżek, zamykanie w klatkach, wulgarne wyzwiska - nie są to bynajmniej opisy z horroru, lecz realia codziennego życia w miejscu, które miało być bezpiecznym schronieniem.
Jedna z podopiecznych tak relacjonowała swoje doświadczenia w zeznaniach: "Krzyczą: 'Jak nie przestaniesz, to cię zbiję, do chuja wafla!' - kiedy jestem niedobra. 'Wstawaj, kurwa!' - kiedy upadam po uderzeniu miotłą. 'Sraj pod siebie!' - gdy mówię, że chcę do toalety, a jestem zamknięta w klatce." Z kolei była pracownica dodała, że "raz usłyszałam od dyrektorki, że jeśli dziewczynka jest niegrzeczna, to trzeba ją zbić, ale tak, żeby nikt nie widział".
Co więcej, Bronisława G. utrudniała postępowanie, fałszując dokumenty i namawiając do składania fałszywych zeznań. Rzecznik Praw Obywatelskich interweniował w tej sprawie, a wojewoda małopolski określił sprawę jako szokującą. Stała się ona symbolem poważnych zaniedbań systemowych. Niestety, to nie pierwszy tego typu przypadek w polskiej opiece. Podobne sygnały pojawiały się także z innych placówek, na przykład na Mazowszu, gdzie bez medycznych wskazań podawano psychotropy.
Skąd bierze się taki stan rzeczy? Brak skutecznego nadzoru, zależność od struktur kościelnych oraz kultura milczenia - te czynniki łączą się w niebezpieczną mieszankę. Z zeznań wynika, że personel żył w ciągłym strachu: "Kadra jest zastraszona, boi się siostry dyrektor i utraty pracy". Wyroki nakładające kary na osoby odpowiedzialne są na pewno krokiem w dobrą stronę, ale same w sobie nie rozwiążą problemów bez zmian o charakterze systemowym. Potrzebne są niezależne kontrole i mechanizmy szybkiego reagowania na sygnały o nieprawidłowościach.
Ta historia przypomina, że habit nie chroni przed błędami ani złym traktowaniem, a troska o najsłabszych wymaga nie tylko przekonań religijnych, lecz przede wszystkim profesjonalnego podejścia i dawki empatii. Zmiany są konieczne - chyba nikt nie chce, by cierpiały kolejne dzieci z powodu naszej bezczynności.
Ilustracja: Grok