Kaucja za butelkę, czyli jak nauczyć naród miłości do plastiku przez wkurw...
Stoję sobie ostatnio przy wejściu do marketu i patrzę, jak starsza pani próbuje wepchnąć do automatu butelkę po wodzie, która najwyraźniej urodziła się przed wejściem ustawy i nie ma zamiaru się z tego tłumaczyć, a maszyna miga jej czerwonym światłem z uporem księdza odmawiającego rozgrzeszenia komuś, kto przyszedł do złego kościoła, i myślę sobie, że to jest kwintesencja tego jak w tym kraju robi się dobre rzeczy w najgorszy możliwy sposób czyli z takim rozmachem organizacyjnym, że sam pomysł zaczyna prosić o litość.